sobota, 2 kwietnia 2016

Salar de Uyuni - pieknie, przeciez nie inaczej?

Hmmm.....moze procz samego miasteczka Uyuni, czlowiek wjezdza do najbrzydszego miasta w calej swojej podrozy i sie zastanawia, jakim cudem najbardziej turystyczne miasto Boliwii moze byc tak brzydkie, a jednak jest. Osadzilismy sie w kijowym hostelu, co by nie zapomniec o klimacie miasta. Pralnia, obiad, zaklepanie 3-dniowej wycieczki iiiiii START. Nie taki znowu szybki, po boliwijsku: umowieni na 10:20, start mocno po 11:00. Trafilismy do grupe kobiet w slusznym wieku 60+, plus my. Mialo to pewne zalety(duzo przekasek), ale smiesznych zdjec to sobie z nimi nie porobilismy, no i ze wzgledu na mlodziencze kosci musielismy przygarnac siedzenia w bagazniku. Luis ze swoim 180cm wzrostu zakladal prawa noge za lewe ucho, a przy wertepach za moje prawe. Wycieczki w sumie z kazdego biura skladaja sie na to samo, Salar - zdjeciostop, wyspa kaktusow - zdjeciostop, laguna  - zdjeciostop itd. A do tego, ostatniego dnia pobudka o 4:30 bo jazda nad gejzery na wschod slonca. Ja sie pytam, dlaczego nie ma grupy dla leniwcow, ktorzy preferuja raczej pore zachodow? Kolejne wody termalne jakos wynagrodzily ta pobudke no i te pocieszne lamy, lamy wszedzie, bo to taka troche sciema, ze wycieczka jest cala po pustyni solnej, tylko pierwszy dzien, potem laguny i inne osadzone zupelnie na piasku, a tam gdzie przez piasek przebija sie jakakolwiek roslinnosc zawsze sa lamy, dzikie albo te hodowlane. Kolejna rzecz jaka odkrylam, ze mnie oszukiwano przez cale zycie to flamingi? No rozowe mialy byc prawda? A one ledwo kilka rozowych pior maja, reszta biala, totalnie biala. Dziecinstwo mi to zlamalo. Wrocilam chora, gorzej niz z Denga, a Boliwia to nie kraj dla chorych ludzi, zwlaszcza jak sie ma 2 kijowe ubezpieczenia i awarie bankomatow w miescie, ale wystarczajaco wyzalilam sie juz na ten temat na FB. Statystyka musi byc, jeden kraj, jedno nieszczescie. Pieknie bylo i tak.
PS Za jakosc zdjec w postach musicie mi wybaczyc i tak dodawanie ich to wielogodzinna moredega - internet w Boliwii to zart, taki kilkugodzinny zart.


















4 komentarze:

  1. Przecież masz kilka śmieszny fot :) Lama! Widzisz pocieszna lama na pocieszenie! I zdrowiej tam, szybko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia życzę!!! I liczymy na więcej, znacznie więcej zdjęć po powrocie! Może jakiś slideshow przy piwie z opowieściami... Widoki przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękować, zdrowie prawie mi dopisuje, kanion Colca jakoś przeszłam. A slideshow jakiś na pewno zorganizuje, na moje spotkania przy piwie na szczęście większość stawia się niezawodnie ;)

    OdpowiedzUsuń